wtorek, 11 marca 2008

Zagrożenie

Traktat Lizboński podpisany. Jeżeli wierzyć tzw. eurosceptykom powstało nowe europejskie superpaństwo, które przejęło kompetencje państw członkowskich. Kolejne z rzędu. Już przecież przy okazji podpisywania traktatu z Maastricht krzyczano, że to koniec państw narodowych – a zatem kres narodów, cywilizacji, moralności i wolności. Państwa narodowe mordowane cyklicznie przez Unię Europejską za pomocą coraz to nowych traktatów uporczywie jednak trwają i domagają się obrony. Mimo, że zabrano im suwerenność, to w jakiś magiczny sposób ona do nich wróciła. I znów trzeba jej bronić, bo inaczej po raz kolejny zostanie odebrana i nastąpi ponownie upadek narodów, cywilizacji, moralności i wolności... kres wszystkiego co cenne i wartościowe... wkrótce jednak znów pojawią się głosy ostrzegające przed końcem i pokrzykiwania nawołujące do obrony... Logiki w tym żadnej nie ma. Nie o logikę tu jednak idzie, lecz o mit. Mit ciągłego zagrożenia.

Nie polega on po prostu na ordynarnym fałszowaniu rzeczywistości, chociaż to również wchodzi w grę. Myślenie mityczne polega raczej na specyficznej percepcji czasu i próbie wyjścia poza przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Czas zostaje zatrzymany, zamieniony w wieczne Teraz, unieruchomiony lub - jak uczył Mircea Eliade - ujęty w kategoriach ciągłego powrotu tego samego. W przypadku wizji eurosceptycznych jest to ciągły powrót zagrożenia. Niektórzy politycy, publicyści, duchowni próbują nas przekonać, że żyjemy w czasach permanentnego niebezpieczeństwa, walki, konfliktu czy nawet wojny, w której stawką jest przetrwanie Europy w swym historycznym kształcie. W Polsce niektórzy autorzy zamiast racjonalnych argumentów uparcie przedstawiają katastroficzny obraz Polski uwikłanej w odwieczny konflikt z Niemcami, którzy w obliczu fiaska Drang nach Osten wymyślili integrację europejską, aby podstępnie Polskę zniewolić. W tym zmitologizowanym obrazie rzeczywistości sprzeciw wobec niemieckich inwestycji w Polsce, otwarcia granic, możliwości zakupu ziemi, przeciwko polskiej akcesji do UE czy Traktatu Lizbońskiego jawią się jako nowa bitwa pod Cedynią, Grunwaldem czy nowa kampania wrześniowa. Wbrew pozorom nie odwołują się do historii, lecz chcą wyjść poza myślenie historyczne. Zmiany dokonujące się wraz z upływem czasu są pozorne, w istocie nic się nie zmienia. Nie ma historii, tylko wieczny powrót tego samego.

0 komentarze: