Stało się. Traktat z Lizbony został odrzucony. Czy można było to przewidzieć?
Nie ma katastrofy, ale będzie/jest kryzys Unii Europejskiej. Będzie następny okres refleksji, prace nad zmianami w Traktacie i uruchomienie procedury przyjęcia Traktatu z… (no właśnie skąd?) A może po prostu za rok Irlandczycy powtórzą referendum i „przepchną” Traktat Lizboński?
Jakie były przyczyny odrzucenia Traktatu i spontanicznej radości podczas ogłoszenia wyników referendum głosujących na „nie” Irlandczyków? Czy Irlandczycy wiedzą co jest treścią Traktatu? Czy znają zmiany wprowadzane tym Traktatem? Czy posiadają informacje na temat wpływu Traktatu na życie tzw. zwykłych ludzi? Obawiam się, że rzetelnej wiedzy jest „jak na lekarstwo”, zarówno w Irlandii, jak i w każdym innym państwie członkowskim.
Referendum jest ryzykowne, o czym przekonuje historia przyjmowania kolejnych Traktatów. Traktaty z Maastricht i Nicei udało się w powtórzonych głosowaniach przyjąć. Ważniejszą lekcją było odrzucenie przez Francuzów i Holendrów Traktatu nazwanego Konstytucyjnym. Czy wyciągnięto wnioski z fiaska tych głosowań? Oczywiście! Kolejne państwa rezygnowały z referendum i przyjmowały Traktat Lizboński w drodze uchwał parlamentarnych. Nic dziwnego jeśli pamiętamy, że są to reprezentanci niedoinformowanych społeczeństw. Jednakże w rzeczywistości był to akt bezsilności. Wielu polityków unijnych powtarzało, szczególnie po odrzuceniu Traktatu Konstytucyjnego, że „Unia musi wyjść do ludzi”, czyli krótko mówiąc potrzebne jest stworzenie mechanizmów umożliwiających skuteczne informowanie społeczeństw europejskich o Unii i jej funkcjonowaniu. Okazało się, że wszyscy o tym wiedzą, ale nikt nie potrafi tego zrobić.
Szybko też okazało się, że rezygnacja z referendum jest wodą na młyn eurosceptyków, którzy od dawna już powtarzają, że rządy/politycy w ten sposób chcą przechytrzyć społeczeństwa. Powtarzają, że społeczeństwa europejskie nie chcą Unii. Teraz po referendum w Irlandii eurosceptycy dostali przykład potwierdzający ich tezę i niewątpliwie wykorzystają go w swojej misji nawracania ludzkości.
Czas na wnioski, a właściwie jeden wniosek (pomijam milczeniem powtarzany przez polityków pusty slogan „Unia musi słuchać swoich społeczeństw” – nie wiem doprawdy cóż to może znaczyć). Wniosek jest znany i nie ja go wymyśliłem (wyżej o nim wspomniałem), a mianowicie, dla dalszego rozwoju Unii warunkiem sine qua non jest znalezienie sposobów docierania do społeczeństw z informacją (w tym kontekście nie ma żadnego znaczenia, że np. decyzje i dokumenty unijne są jawne i dostępne). Ludzie muszą rozumieć w jakiej rzeczywistości żyją i co to dla nich oznacza. Jak to zrobić? Pomnik temu kto rozwiąże ten problem.
Jedno jest pewne, tam gdzie brak rzetelnej wiedzy, tam jest miejsce na (negatywne) emocje – a na tym polu Unia zawsze przegra.
niedziela, 15 czerwca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


1 komentarze:
Ogladając w TV wypowiedzi Irlandczyków na dzień przed referendum stało się dla mnie całkowicie zrozumiałe, że część z nich nie chce głosować "na tak" za czymś czego nie rozumieją. Czy można się im dziwić? Wszelkie traktaty to grube księgi zapisane drobnym maczkiem biurokratycznego bełkotu zupełnie nieczytelengo dla normalnego człowieka. Jednocześnie te niezrozumiałe księgi zmieniają naszą rzeczywistość, co czyni je chyba jeszcze bardziej złowrogimi. Ciekawe, że gdyby dziś było takie referendum w Polsce to większość głosowałaby za przyjęciem traktatu. Czy Polacy są tak oświeceni w kwestii jego treści? Oczywiście, że nie. Poprostu nadal jesteśmy euroentuzjastami, widać ten zapał do UE w Irlandii już wygasł. W nas być może też wygasnie, ale nie pod wpływem merytorycznej zawartości grubych ksiąg, ale emocji. Uważam, że wnioski jakie powinny płynać sa takie, że spece od PR powinni zająć się wizerunkiem UE i tłumaczeniem wielkich ksiąg na "nasze".
Prześlij komentarz